mec. Marta Trzęsimiech-Kocur

Zajmuję się przede wszystkim obsługą prawną podmiotów gospodarczych, ale także reprezentuję Klientów indywidualnych w sporach sądowych, w szczególności z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego, prawa medycznego, prawa pracy i szeroko pojętych spraw odszkodowawczych.
[Więcej >>>]

Czy zna Pan przepis na zupę pomidorową? czyli o dyskryminacji ojców słów kilka

Marta Trzęsimiech - Kocur21 maja 20128 komentarzy

Podczas procesów rozwodowych, w których ojcowie postanawiają walczyć o władzę rodzicielską nad swoimi dziećmi, spotykam się często z nierównym traktowaniem stron procesu, częściej mężczyzn niż kobiet.  Niedawno  podczas rozpatrywania przez Sąd, któremu z rodziców powierzyć  dziecko,  pod adresem ojca padło pytanie czy umie on gotować, jakie potrawy gotuje najlepiej. Jednocześnie Sąd przyjął, że matka umie świetnie gotować, bo takich pytań jej nie zadał.  W innej sprawie usłyszałam, że dziecko powinno pozostać z matką „bo tak  musi być i już”.  Absolutnie nie kwestionuję faktu więzi łączącej dziecko z matką, ale czy więź dziecka z ojcem jest z założenia mniejsza i słabsza? Przecież Sąd powinien bez żadnych uprzedzeń oceniać strony postepowania i pieczę nad dzieckiem powierzyć tej stronie,  z którą dziecku będzie lepiej. Znam oczywiście wielu mężczyzn, którzy nie gotują, nie sprzątają i nie potrafią przewinąć własnego dziecka, lecz znam także wielu, dla których sztuka kulinarna nie ma tajemnic, a o dziecko i dom dbają lepiej niż niejedna matka. I co z tego wynika? Moim zdaniem niewiele. Sąd oceniając z góry stronę procesu, przyjmując pewne założenia, których nie weryfikuje, może wydać nietrafny i niesprawiedliwy wyrok. A przecież sprawach o powierzenie pieczy nad dzieckiem najważniejsze jest dobro dziecka i właśnie mając je na względzie Sąd powinien szczegółowo zbadać wszelkie okoliczności sprawy, a wyrok powinien być oparty na faktach, a nie na domniemaniach, stereotypach czy domysłach.

{ 8 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

ojciec Czerwiec 11, 2012 o 11:47

Świetny wpis:)))))

Odpowiedz

kibic Lipiec 6, 2012 o 10:53

Dzień Dobry. To co dzieje się w sądach rodzinnych to dyskryminacja facetów na każdym polu Szkoda tylko, że odbija się to na naszych dzieciach i ich psychice. Mam niestety takie doświadczenia

Odpowiedz

olek152 Lipiec 11, 2012 o 23:30

Mnie sędzia zapytał czy jestem w związku z kobietą czy męszczyzną

Odpowiedz

olek152 Lipiec 11, 2012 o 23:28

Bujam się z takimi samymi problemami od dwóch lat.
I ciągle pod górę.

Odpowiedz

MTK Lipiec 24, 2012 o 10:45

Większość ojców nie przystępuje do walki o swoje dzieci lub bardzo szybko się poddaje, „bo i tak sąd przyzna dziecko matce”. Rzeczywiście, tak jest najczęściej. Ale taka postawa upewnia tylko sędziów w tym, że ojciec to rodzic drugoplanowy, że nie zależy mu na dzieciach itp. Myślę, że za kilkanaście lat, gdy coraz więcej mężczyzn będzie starało się w sądach uzyskiwać opiekę nad dziećmi, zmieni się wreszcie podejście sędziów i ojcowie zaczną być traktowani na równi z matkami.

Odpowiedz

Tati Lipiec 24, 2012 o 02:41

zdaje się, że muszę przestać się bać!!! zbyt wiele na tym tracę<3

Odpowiedz

Aspozja Sierpień 21, 2012 o 11:31

Mój mąż zostawił mnie z dwójką dzieci. Powiedział że mam alimenty na nie i powinnam się cieszyć. Czasami chce być z dziećmi codziennie na 30minut (wypytać je co, jak i gdzie) a czasami nie ma go dwa tygodnie i nawet telefonu nie odbiera. Twierdzi że kocha strasznie dzieci i nienawidzi mnie za to że one nie chcą z nim iść np. na spacer bo on akurat chce. To czego pragną dzieci, czego potrzebują w danym dniu nie obchodzi go. Złożył w sądzie wniosek o kontakty z dziećmi (8 i 12 lat) bo że niby ja jemu je utrudniam co jest kłamstwem, co drugi weekend, połowę wakacji, ferii i świąt. Nie może się wywiązać z tego co chce w pozwie choćby na charakter jego pracy. Ja pragnę aby dzieci miały ojca. Już dwa lata temu proponowałam jeszcze mężowi uregulowane kontakty każdego dnia i to tak dopasowane jak on pracuje. Jednak mu to nie odpowiadało i nie odpowiada. Jak udowodniłam mu to że kłamie i że sam nie chce być z dziećmi tylko zawraca głowę sądowi to złożył wniosek o rozwód aby odroczyć ustalenie kontaktów z małoletnimi . Nie możeliwe jest to aby kochał dzieci bo nawet jak miały urodziny to na torta nie przyszedł, jak były chore nie odwiedził, jak prosiły o pomoc nie pomógł. W dodatku powiedział mi że jak zrzeknę się praw do dzieci to on się nimi zajmie a jak nie to mam być zadowolona z alimentów i tego że jak ma ochotę to do nich zaglądnie. Uważam że powinien sąd odebrać prawa rodzicielskie takiemu ojcu. Przemoc psychiczną jaką stosuje a o jakiej tu nie piszę jest gorsza niż fizyczna, jednak nie zwraca się na nią zbyt dużej uwagi.
Mąż kiedy jest pytany przez jedno z dzieci :t”tatusiu czemu nie przyjdziesz…” a jest w starym domu obok naszego nowego mówi do niego „bo ja się rozwodzę z twoją matką…”. Najwyraźniej mojemu mężowi chodzi o to aby się rozwieść nie ze względu na to żebym to nie była jego żoną ale z tego powodu aby nie być i nie opiekować się swoimi dziećmi. Czyżbym się myliła?
Nie zabraniam mężowi być z córkami, nie zabraniam wozić do szkoły no chyba że cudzym samochodem, nie zabraniam zabierać dzieci w miejsca publiczne no chyba że spożywa się tam alkohol to nie, gdzielowiek chcemy wyjść informujemy go aby poszedł z nami a nawet nie chodzimy wszędzie gdzie byśmy chciały bo jednak są miejsca i sytuacje gdzie powinien być mężczyzna z kobietą będącą z dwójką dzieci.
On po prostu chce się uwolnić od obowiązku jakim jest rodzicielstwo a jedynie mieć na własność dzieci co drugi weekend i to bez mojej osoby jakbym była trędowata aby zabrać nasze ładne, mądre i zdrowe córki na pokaz swoim znajomym i swojej matce które nie sprawdziła się jako matka i nawet chciałaby mi odebrać dzieci.
Nie urodziłabym dzieci gdybym wiedziała że mam je „wypożyczać” ich ojcu biologicznemu co drugi weekend albo żeby zaglądał do nich akurat wówczas kiedy mnie nie ma w domu i dostawać na nie pieniądze za to że się nimi opiekuję.
Wybaczcie że tak się rozpisałam ale właśnie tak to wygląda od strony mamy której zależy aby tata był z dziećmi a nie mamy która zabrania tacie być z dziećmi. Jednak ten tata w sądzie twierdzi że on kocha dzieci, że chce z nimi być ale tylko czasami (bo jak inaczej nazwać wniosek o uregulowanie kontaktów).
Wiem, że są tatusiowie którzy mimo rozwodu chcą być z dziećmi bo oni nie zostawili tych dzieci tylko zła matka je zabrała jak przedmiot i kazała im żyć bez taty. Widać gołym okiem który tata kocha dziecko a nie traktuje go jak pieska ze schorniska z którym wychodzi się czasami na spacer a następnie się go odstawia i płaci (alimenty) za jego karmienie, wychowywanie i stwarzanie okrojonego domu.
Może to że tatusiowie czują się tak pokrzywdzeni nie jest fakt iż to matce z regóły sąd przydziela opiekę nad dzieckiem ale fakt, że często to tatusiowie mylą miłość dziecka z zaborczością, traktowaniem dziecka jak przedmiot tak jak i kobietę czasami. Nie neguję tego że są mężczyźni którzy jednak są z dziećmi zawsze, ciągle i potrafią pogodzić obowiązki zawodowe z wychowaniem dziecka ale należy to do rzadkości. Do wyjątków należy jedynie to że dziecko karmione piersią musi być jakiś czas z matką ale nic nie stoi na przeszkodzie aby później o nie się starać. Wydaje mi się też że sąd często powierza matce opiekę nad dzieckiem bo to ona się nim faktycznie opiekuje a w przypadku mężczyzn to często zdarza się tak że oni wyreczają się swoimi konkubentkami lub mamusiami a babciami dziecka.

Odpowiedz

Katarzyna - Temida Jest Kobietą Wrzesień 3, 2012 o 12:59

Uprzedzenia i stereotypy działają jak miecz obosieczny.
Jakiś czas temu sąd (pani sędzia) w sprawie (rozwód + alimenty) zadał powódce pytanie dlaczego karmi dziecko daniami ze słoiczków i nie gotuje mu „prawdziwej zupy” (w podtekście chodziło o to, że każda matka musi dziecku gotować).

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: