mec. Marta Trzęsimiech-Kocur

Zajmuję się przede wszystkim obsługą prawną podmiotów gospodarczych, ale także reprezentuję Klientów indywidualnych w sporach sądowych, w szczególności z zakresu prawa rodzinnego i opiekuńczego, prawa medycznego, prawa pracy i szeroko pojętych spraw odszkodowawczych.
[Więcej >>>]

Do celu po trupach

Marta Trzęsimiech - Kocur25 października 20163 komentarze

Kilka razy wskazywałam już w różnych wpisach na blogu, że rozwodzący się rodzice często zdają się zapominać o własnych dzieciach. Traktują je jak karty przetargowe, odcinają kontakt z drugim rodzicem i z jego rodziną, traktują ich jak powierników, obciążając ich własnymi problemami małżeńskimi itd.

Jednym z kolejnych przeżyć, jakie ludzie potrafią zafundować własnemu dziecku jest powołanie go na świadka w sprawie rozwodowej. Dla jasności, są sytuacje, gdzie rzeczywiście zeznania dziecka są kluczowe, a skala cierpień doznanych ze strony jednego z rodziców powoduje, że dziecko składając zeznania nie odbiera tego w negatywny sposób, chce po prostu, by prawda pomogła jednemu z rodziców.

Jednak gdy strona wykazała dane okoliczności poprzez szereg innych dowodów, a drugi rodzic tak naprawdę nie zrobił nic złego dziecku to skazywanie własnego dziecka na składanie zeznań, na przebywanie na sali sądowej pomiędzy rodzicami, na opowiadanie o problemach rodziców, często w potoku łez, uważam za wyjątkowo okrutne. I to niezależnie od wieku dziecka.

{ 3 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Agnieszka Swaczyna Październik 25, 2016 o 17:59

Podpisuję się oboma rękami. Na dowód mój wpis: http://blogrozwod.pl/dziecko-jako-swiadek-w-procesie/ Z moich doświadczeń wynika, że dzieci nie zawsze mówią to, czego oczekują rodzice, a dalekosiężne skutki nie są pozytywne dla dzieci (niezależnie od wieku). Miejmy miłosierdzie dla dzieci i oszczędźmy im konieczności opowiedzenia się po którejkolwiek stronie!

Odpowiedz

Kamil Październik 26, 2016 o 09:28

Zgadzam się z panią w całej rozciągłości. Moi znajomi mieli podobny problem, bowiem starali się przekupić dziecko na wszelkie możliwe sposoby – zabawkami, wyjazdami. Starali się wskazać kto bardziej kocha i zaczęli się licytować. To przykre. Na szczęście znajoma trafiła na http://jadorska-kancelaria.pl/ Wytłumaczyli jej, że nie tędy droga a o dziecko należy zawalczyć w inny sposób.

Odpowiedz

Marta Trzęsimiech - Kocur Październik 26, 2016 o 11:46

Dobrze, że dali się przekonać i zrozumieli swój błąd.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: